wtorek, 25 marca 2014

Mały prezent

   - Marcin, do cholery, gdzie ty mnie prowadzisz - warknęłam do chłopaka który ciągnął mnie za sobą po klatce schodowej.
   - Chciałaś wiedzieć co się u mnie zmieniło. No to ci pokażę - stanęliśmy przed obcymi jak dla mnie drzwiami. Marcin zadzwonił dzwonkiem i po chwili zobaczyłam przystojnego mężczyznę o bujnej czuprynie. Spojrzałam na Marcina śmiejąc się, a zarazem z szokiem pytając
    - Zostałeś gejem?!
    - Klaudia! Przestań! - zaśmiał się - Poznaj mojego brata Olka.
    - Kolejna dziewczyna? - spytał tamten
    - Przyjaciółka, w sumie jak siostra - powiedział i pociągnął mnie za rękę do środka.
    - Miło mi cię poznać, Klaudia - otrząsając się z wrażeń podałam mu rękę
    - Olek - po przedstawieniu uśmiechnął się szarmancko.
    - To jest niemożliwe. To nie może być twój brat. Jest zbyt dżentelmeński w porównaniu do ciebie - pokazałam przyjacielowi język i uśmiechnęłam 
    - A jednak. Dodatkowo odnalazłem matkę, w sumie to ona znalazła mnie. No a ojciec... jak ojciec. Wyjechał załatwiać interesy - odparł i nalał sobie wina do kieliszka
    - Matka? Przecież ona cię zostawiła? - z szokiem ponownie spojrzałam na Chodakowskiego
    - No ale znów jesteśmy razem. A ten pacan - wskazał na Olka - nie chce słuchać co mam mu do powiedzenia w tej kwestii
Olek wydawał się trochę zmieszany. Ja także. Dość że dowiedziałam się że Marcin ma brata to dodatkowo także odnalazła go matka. Z młodzieńczych lat pamiętałam tylko ojca Chodakowskiego. Grzegorz był poczciwym facetem, uznawał mnie jak córkę, a ja go jak ojca. Przerywając rozmyślenia spojrzałam na bruneta.
    - Odezwij się jak już... Odezwij się - odparłam i skierowałam się ku drzwiom. Nie chciałam uczestniczyć w takiej rozmowie. Wiedziałam co oznaczają. Sama miałam wiele takich z Maczetą. Chciałam do niego zadzwonić ale szybko rozmyśliłam się. Rozmawiając z bratem musiałabym również rozmawiać z matką, a tego w tej chwili nie chciałam.
***
Szłam chodnikiem przez park Warszawski. Było cudownie. Uwielbiałam chodzić zimą na długie spacery i czuć świeży powiew wiatru. Zima to piękna pora roku. Przypominały mi się wspomnienia, kiedy wracałam z Maczętą ze szkoły i zachodziliśmy do parku, aby porzucać się śnieżkami lub ulepić bałwana. Chociaż teraz śniegu nie było widać, ja czułam to w środku. Usłyszałam dzwonek telefonu. Marcin. Odebrałam po chwili zastanowienia
   - No co tam?
   - Zostaniesz moją śnieżynką?
   - Co ty znów wymyśliłeś?
   - Przyjedź pod adres który wyślę ci sms. Odwdzięczę ci się, słowo.
   - A mogę wiedzieć co ty kompinujesz?
   - Przyjedź! - zakończył i rozłączył się.
***
Oparłam się o ścianę budynku. Przed chwilą skończyłam rozdawać prezenty małym urwisom. Na początku kiedy chłopak przysłał mi adres szpitala przestraszyłam się. Jednakże kiedy usłyszałam dlaczego mam zostać śnieżynką bez zastanowienia zgodziłam się. Marcin został Św. Mikołajem, w sumie dalej nie wiem dlaczego a ja mu towarzyszyłam. Rozdawaliśmy ,,marzenia" dzieciom na onkologi. Wiedziałam co te dzieciaki czują. Sama byłam... jestem w ich sytuacji. Uśmiechnęłam się pod nosem. Widząc Marcina jak bawił się z maluchami i słysząc rozmowę z jednym urwisem serce mi pękło. Może rzeczywiście Marcin się zmienił? Czyżby serce tego chłopaka aż tak rozczuliła dziewczyna ze zdjęcia? Podniosłam głowę i spojrzałam na Św. Mikołaja. Szedł powoli i był zamyślony. Ta Kaśka zdziałała cud który żadnej dziewczynie a co najważniejsze mnie nie udało się zmienić w Marcinie. Nauczyć go kochać.
Po chwili za nim wybiegł ten sam chłopczyk który wcześniej z nim rozmawiał
   - Mikołaju! Poczekaj! - zawołał do Marcina. Ten szybko otarł łzy i założył okulary
   - No? Słucham Cię kolego?
   - Mikołaju... Czy Święty Mikołaj może kłamać?
   - Nie no co ty... Przecież ten na górze to by mi tam głowę urwał!
   - To znaczy, że powiedziałeś prawdę? No wiesz... że wyzdrowieje?
   - Oczywiście, że prawdę.
   - Ja też mam dla Ciebie prezent. Trzymaj.To moja ulubiona zabawka.Cześć. Pa Śnieżynko!
Pomachałam chłopcu i popatrzyłam na prezent. Chodakowski trzymał w ręce mały samochodzik. Na jego twarzy ponownie ukazały się łzy, spadając na posadzkę jedna po drugiej. Krok po kroku podeszłam do przyjaciela i wytarłam łzy rękoma.
    - Zmieniłeś się. Wierze ci. Szkoda tylko że ja tego cudu nie dokonałam - szepnęłam i pocałowałam go w policzek. Zostawiłam go samemu sobie. Dobrze wiedziałam iż musi przemyśleć całe swoje życie.
***
Leżałam na łóżku i oglądałam telewizję. Przełączałam kanały po kolei, licząc na dobry horror lub komedie. Niestety przeliczyłam się, widząc na każdym kanale same romantyczne filmy. Spojrzałam na godzinę. Było kilka minut po północy. Niepokoiłam się o Marcina, jednak wiedziałam że wróci tak czy później. Znów wzięłam do ręki zdjęcie szatynki. Co ona w sobie miała? Wyglądała na spokojną dziewczynę, jej oczy ukazywały opanowanie i coś, czego jeszcze nie rozgryzłam. Na ekranie telefonu ukazał się sms od obcego nadawcy.
Marcin jest u mnie. Jutro rano przywiozę go do domu. Tomek Ch.
Tomek Ch. Kto to był... Ach! Brat Grzegorza. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam że się nawalił. Musiał być mocno zdesperowany aby nie wrócić do domu. Wyłączyłam telewizor i wtuliłam się w poduszkę. Mam tylko nadzieje że samochodziku nie zgubił.
***
No. To tak. Rozdziały zawsze będą pojawiać się raczej we wtorek. A jeśli chodzi o tematykę, widzicie że wszystko biorę na wzór serialowych odcinków. I właśnie na tym będzie polegało moje opowiadanie. Zawsze tak pisałam, na wzór serialowych odcinków. Nienawidzę wymyślać historii a potem nie wiedzieć o czym napisać kolejny rozdział. A tak? Zawsze jest temat! Teraz biorę się do pisania prośby aby powstał nowy szablon, a was zapraszam do czytania :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz